piątek, 28 października 2011

Życie....

Skazany na Shawshank z miejskich pól południa krokiem niewolnika wracam do chaty biczowany uliczną reklamą nucę work songi krok dalej półnaga diva zachęca żony przebrane za panny do kupna wibratorów strefa lasów sromotnikowych płonie strażackie sikawki wymiękły podwiązane nasieniowody ograniczonych możliwości pokornie zakraplać czy wyskoczyć oknem zestresowany sam już nie wiem co robić z witryny kiosku goła mucha rozstrzelała z CKMu pół chodnika męskich twarzy przetrwali jedynie członkowie ruchu oporu i ja osiedlowy redaktor piwnicznej gazetki ściennej druga połowa żeńskich pasztetów bez atrybutów kobiecości w ofercie wzięła ją na bagnety zazdrosnych oczu w domu nakręcą machinę kłamstwa lawiną żądań i terrorem wymuszą odpowiedz -kochanie jak ci się podobam? -piękna jesteś! (zjadłaś tylko dwanaście kotletów!) poniesie echo w eter próżnej głowy bez mrugnięcia okiem z grymasem uśmiechu na twarzy zawyje dusza nocą listopadową rewolucyjnym nastrojem spontanicznym odruchem zawracam na pięcie kupuję loda z dodzią ciężki karabin maszynowy pół litra i cztery piwa teraz zastrzelę żonę i teściową jedną gazetą z pełnym wzwodem pierdolnę flachę i cztery piwa spokojnie odwrócą role Ziemniaki obrane?! To ruszyć dupy i wynieść śmieci! bastylia zdobyta jaja dudnią jak dzwony republika czy reżim kadafiego Wybierać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz