Bilecik z nocnej szafki
dziś o poranku
codziennym zwyczajem
rozwalasz moją psychikę
ciśnienie podnosząc
lepiej niż kawa
potokiem słów
tłoczysz w mój umysł
głupie pieprzenie
miłości niespełnionej
związkiem z facetem
nie tym co trzeba
nocą pływasz
na falach uczucia
ulegle pozwalasz
wyciszyć burzę
z dzikością tornada
na twoich biodrach
rozrywam w strzępy
nawałnice pożądania
tym wścieklej
kocham
coraz głębiej
mocniej
co noc
Mount Everest

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz