piątek, 28 października 2011
Spacerkiem po parku....
Spotkanie z nieznajomą
spotkaliśmy się przypadkiem
wieczorową porą
na pustym chodniku
resztki lata
niosłaś na stopach
wysoki obcas
dodawał smukłości
nieziemsko zgrabnym nogom
w twoim wzroku
płonęły ogniki
a usta koloru jarzębin
malowały obrazy uśmiechu
połyskując zmysłowością
wilgotnych warg
wziąłem cię za rękę
i szliśmy obok siebie
gorączka oddechów
magnetycznym biciem serc
sięgnęła apogeum
przy parkowym drzewie
oparta o pień
wyszeptałaś
weż mnie
w zapomnieniu
nie pytaj o imię
tak po prostu
wypełnij pustkę
pod pajęczą sukienką
w mojej dłoni
płonęło jej łono
drżące ciało
stapiało się w jedność
na tropikach piersi
i chłodzie krągłych pośladków
kreśliłem współrzędne
paraboli lotu
wbrew logice czasoprzestrzeni
wzniosła się na wyżyny
galaktycznego pożądania
międzygwiezdnej podróży
słowo-Rżnij!
nabrało nowego
intymnego znaczenia
ona oparta o pień brzozy
i ja rozpalony ekstazą
wystrzeliłem w kosmos
miłosnego szczytowania
srebrzysty warkocz
komety halleya
przy tym
to pikuś
po achach
i ochach
w delikatnych pocałunkach
uściskach dłoni
-chwila ciszy
Burza braw!
tak!
to pijany menel
zbudzony opodal
klaszcze w dłonie
ja pierdole
to była jazda
łyknął wino
i położył się spać
zadowolony
z kina
a my?
a my zrobiliśmy
to jeszcze raz
pod innym drzewem
w innej pozycji
69 ?
wszystko możliwe
:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz