Poniedziałek lekarstwem na niedzielę
urwany film wczorajszej libacji
otwiera opornie archiwa pamięci
stop klatki ubrane na cebulę
nakładają się na siebie
od dupy strony
trzęsienie ziemi dudni w głowie
przymus bezwzględny
wybiec do wyjścia na świat
pierwszy problem wali w nos
na dzień dobry niewłaściwym pinem
blokuje bankomat
kurwa
kolejka niecierpliwych
zirytowanym wzrokiem biczuje plecy
mam ich w dupie
najważniejsze kupić pół litra
papierosy i kawę
podstawowe artykuły
odwróconych wartości
uczucie szczęścia
wypełnia po brzegi reklamówkę
nie było w aptece kolejki
weteranów i kobiet w ciąży
farmaceuta bez zdziwka
wydał mi ze stówy
garść drobniaków
i dwa banknoty
będą szeleścić parę godzin
nim szeptucha wypisze
następną receptę
pośpieszny powrót do domu
labiryntem znanej drogi
jeszcze zośka postawi dozowniki
i rura do dechy gaz
miniemy opłotki poranka
patrząc na siebie bez wyrzutów
zaleczymy nieuleczalną
infekcję z młodych lat
uśmiechem w chorobie
toastem witam dzień
Zocha!Dupo ty moja!
twojego męża zdrowie!
no co?
nie ta dziurka?
-żartowałem
klepię ją w plecy
nic tylko pogratulować
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz