piątek, 28 października 2011

Lubisz poniedziałek?

Poniedziałek lekarstwem na niedzielę



urwany film wczorajszej libacji
otwiera opornie archiwa pamięci
stop klatki ubrane na cebulę
nakładają się na siebie
od dupy strony

trzęsienie ziemi dudni w głowie
przymus bezwzględny
wybiec do wyjścia na świat
pierwszy problem wali w nos
na dzień dobry niewłaściwym pinem
blokuje bankomat

kurwa
kolejka niecierpliwych
zirytowanym wzrokiem biczuje plecy
mam ich w dupie
najważniejsze kupić pół litra
papierosy i kawę
podstawowe artykuły
odwróconych wartości

uczucie szczęścia
wypełnia po brzegi reklamówkę
nie było w aptece kolejki
weteranów i kobiet w ciąży
farmaceuta bez zdziwka
wydał mi ze stówy
garść drobniaków
i dwa banknoty
będą szeleścić parę godzin
nim szeptucha wypisze
następną receptę

pośpieszny powrót do domu
labiryntem znanej drogi
jeszcze zośka postawi dozowniki
i rura do dechy gaz
miniemy opłotki poranka
patrząc na siebie bez wyrzutów
zaleczymy nieuleczalną
infekcję z młodych lat

uśmiechem w chorobie
toastem witam dzień
Zocha!Dupo ty moja!
twojego męża zdrowie!

no co?
nie ta dziurka?
-żartowałem
klepię ją w plecy

nic tylko pogratulować

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz