kobiety mogą być ostre jak brzytwa
lub tępe jak trzonek noża
te które znałem miały w sobie wszystko
i były bezwstydnie soczyste
spływały po języku
po brodzie
po piersiach
po udach
po pościeli
w każdym miejscu na ziemi
w każdej pozycji względem słońca
wiecznie pijany
kochałem wszystkie
będąc na drodze donikąd
nie mogłem zatrzymać żadnej
na dłuższą metę
z dnia na dzień
nakładały coraz więcej wosku
coraz więcej piły
były jak corvetty
z mega przebiegiem
niedozajechania z pozoru
w niekończących się wirażach
wypalają resztki z rezerwy marzeń
żyjąc wyjściem na prostą
umierają na przypadkowym zjeździe
prowadzą się bardzo swobodnie
każdy chce się przejechać
tylko niewielu jest stać
na garaż
poniedziałek, 16 lipca 2012
niedziela, 15 lipca 2012
Smutno mi
pamiętasz
jak fajnie było kiedyś
gdy naga tańczyłaś na stole
najpiękniejsze standardy
czesterfildy i kawior z ruskim szampanem
rozpalał pocałunki na twoich udach
pachniałaś erotoplenną winnicą
igristoje wprost z piersi
i najpiękniejsze balony
nad mokrą cipką
woziła muzyka
każdej nocy płonęła melina w złotych zębach
rozpływała się wódka najmocniejsza na świecie
dużo tego było najdroższa nataszo
och dużo
aż strach wspominać
białoruska księżniczko
leżysz teraz równo nie martwisz się niczym
zawsze gdzieś pędziłaś w kurewskim tangu
bębenek nakręcał pięć pustych komór
czas strzelił szóstkę na chybił trafił
ostatnią zapałką
zapalę znicz
i pójdę samotny
po równi pochyłej
poganiany księżycem
coś tam wykrzyczę o miłości
rozpalając w mroku światełka
bilardowego rozbicia
bez białej bili
nawet gwiazdy
są takie rozpłakane
poprzez szyjkę butelki
wszystko jest gorzkie
bez ciebie wariatko
jak fajnie było kiedyś
gdy naga tańczyłaś na stole
najpiękniejsze standardy
czesterfildy i kawior z ruskim szampanem
rozpalał pocałunki na twoich udach
pachniałaś erotoplenną winnicą
igristoje wprost z piersi
i najpiękniejsze balony
nad mokrą cipką
woziła muzyka
każdej nocy płonęła melina w złotych zębach
rozpływała się wódka najmocniejsza na świecie
dużo tego było najdroższa nataszo
och dużo
aż strach wspominać
białoruska księżniczko
leżysz teraz równo nie martwisz się niczym
zawsze gdzieś pędziłaś w kurewskim tangu
bębenek nakręcał pięć pustych komór
czas strzelił szóstkę na chybił trafił
ostatnią zapałką
zapalę znicz
i pójdę samotny
po równi pochyłej
poganiany księżycem
coś tam wykrzyczę o miłości
rozpalając w mroku światełka
bilardowego rozbicia
bez białej bili
nawet gwiazdy
są takie rozpłakane
poprzez szyjkę butelki
wszystko jest gorzkie
bez ciebie wariatko
sobota, 14 lipca 2012
pierwszy dzień abstynencji
zobacz kochanie
kupiłam dwie pary majteczek
i wystrzałowe buty
o kurwa
pomyślałem
cóż za radość
chce mi się pić
jak tobie ruchać
kupiłam dwie pary majteczek
i wystrzałowe buty
o kurwa
pomyślałem
cóż za radość
chce mi się pić
jak tobie ruchać
piątek, 13 lipca 2012
co mnie kurwa tutaj trzyma
"bez jedzenia i bez spania"
najpiękniejsza moja pieśń
może mi wyłączą prąd
w blasku świecy
lady śmierć
w chuju mam historię świata
tak jak losy moje po
pierwsza miłość
inicjacja
na butelce kreskę zrób
najpiękniejszych spodni kanty
wywiązany w biegu krawat
usta ewki z każdym łykiem
coraz bliżej
do pytania
co mnie kurwa tutaj trzyma
i co sprawia że przez wiersze
brnę po uszy przytopiona
może wiem
a może jeszcze
wciąż ciekawość mnie popędza
by zza rogu wyjrzeć w świat
i przez szkło butelki
wersem rzucić
kurwą
za pan brat
najpiękniejsza moja pieśń
może mi wyłączą prąd
w blasku świecy
lady śmierć
w chuju mam historię świata
tak jak losy moje po
pierwsza miłość
inicjacja
na butelce kreskę zrób
najpiękniejszych spodni kanty
wywiązany w biegu krawat
usta ewki z każdym łykiem
coraz bliżej
do pytania
co mnie kurwa tutaj trzyma
i co sprawia że przez wiersze
brnę po uszy przytopiona
może wiem
a może jeszcze
wciąż ciekawość mnie popędza
by zza rogu wyjrzeć w świat
i przez szkło butelki
wersem rzucić
kurwą
za pan brat
trzy godziny szczęścia
w takie dni nie czuję się biedny
czuję się jak nędzarz na skraju
chce mi się pić
i zachlać na śmierć
spakować to co zostało
w jeden wielki mandżur
poprowadzić swój wiersz
w jakieś zajebiste zakończenie
lub położyć się na torach
pierwszego pociągu do nieba
otworzyć okno na ostatni rozdział
lecz siadam za stołem z ludźmi
którzy nie przeczytali żadnego wiersza
dla których jestem oderwaną zawleczką
granatu który zaraz wybuchnie
w antrakcie spektaklu
może kiedyś tego gówna im oszczedzę
skupiając się na podziwianiu ust
które jutro bedą krzyczeć
ukrzyżuj go
do wieczora umyję ręce
ubłocone miłością
po premierze
uszczypnę się w rękę
na widok rudego
w barze
zapoluję na foki
wystrzelę spermą
na wiwat
czuję się jak nędzarz na skraju
chce mi się pić
i zachlać na śmierć
spakować to co zostało
w jeden wielki mandżur
poprowadzić swój wiersz
w jakieś zajebiste zakończenie
lub położyć się na torach
pierwszego pociągu do nieba
otworzyć okno na ostatni rozdział
lecz siadam za stołem z ludźmi
którzy nie przeczytali żadnego wiersza
dla których jestem oderwaną zawleczką
granatu który zaraz wybuchnie
w antrakcie spektaklu
może kiedyś tego gówna im oszczedzę
skupiając się na podziwianiu ust
które jutro bedą krzyczeć
ukrzyżuj go
do wieczora umyję ręce
ubłocone miłością
po premierze
uszczypnę się w rękę
na widok rudego
w barze
zapoluję na foki
wystrzelę spermą
na wiwat
czwartek, 12 lipca 2012
syn blacharza
założyłem na siebie zgrzebny wór
przewiązałem konopnym powrozem
i wszedłem na przedmieścia miasta
tłumy przywitały mnie entuzjazmem
graniczącym z euforyczną obojętnością
pod pierwszym sklepem wybrałem dwunastu
najbardziej obdartych i wynędzniałych nędzników
pomijając zbędne savoir vivre przeszliśmy do bruderszaftu
do wieczora byli już moi
unurzałem ich ze trzy razy
w pobliskiej rynsztokowej kałuży
nadając każdemu ludzki przydomek
dalszy ciąg potoczył się z górki
zaintonowaliśmy rezerwę
maszerując w wiersze
gdy deklamowałem redutę
płakali jak sierotki
zabrakło naboi
ordon padł
potem
skończyła mi się flota
więc zdjąłem worek
i ruszyłem z kartą
na pustynię
a oni za mną szeptali
czyż to nie jest ten poeta
przewiązałem konopnym powrozem
i wszedłem na przedmieścia miasta
tłumy przywitały mnie entuzjazmem
graniczącym z euforyczną obojętnością
pod pierwszym sklepem wybrałem dwunastu
najbardziej obdartych i wynędzniałych nędzników
pomijając zbędne savoir vivre przeszliśmy do bruderszaftu
do wieczora byli już moi
unurzałem ich ze trzy razy
w pobliskiej rynsztokowej kałuży
nadając każdemu ludzki przydomek
dalszy ciąg potoczył się z górki
zaintonowaliśmy rezerwę
maszerując w wiersze
gdy deklamowałem redutę
płakali jak sierotki
zabrakło naboi
ordon padł
potem
skończyła mi się flota
więc zdjąłem worek
i ruszyłem z kartą
na pustynię
a oni za mną szeptali
czyż to nie jest ten poeta
Subskrybuj:
Posty (Atom)



