poniedziałek, 16 lipca 2012

Dla serca ze szrotu

kobiety mogą być ostre jak brzytwa
lub tępe jak trzonek noża

te które znałem miały w sobie wszystko
i były bezwstydnie soczyste

spływały po języku
po brodzie
po piersiach
po udach
po pościeli

w każdym miejscu na ziemi
w każdej pozycji względem słońca

wiecznie pijany
kochałem wszystkie
będąc na drodze donikąd
nie mogłem zatrzymać żadnej
na dłuższą metę

z dnia na dzień
nakładały coraz więcej wosku
coraz więcej piły

były jak corvetty
z mega przebiegiem
niedozajechania z pozoru

w niekończących się wirażach
wypalają resztki z rezerwy marzeń

żyjąc wyjściem na prostą
umierają na przypadkowym zjeździe

prowadzą się bardzo swobodnie
każdy chce się przejechać
tylko niewielu jest stać

na garaż

niedziela, 15 lipca 2012

Smutno mi

pamiętasz
jak fajnie było kiedyś
gdy naga tańczyłaś na stole
najpiękniejsze standardy

czesterfildy i kawior z ruskim szampanem
rozpalał pocałunki na twoich udach
pachniałaś erotoplenną winnicą

igristoje wprost z piersi
i najpiękniejsze balony
nad mokrą cipką
woziła muzyka

każdej nocy płonęła melina w złotych zębach
rozpływała się wódka najmocniejsza na świecie
dużo tego było najdroższa nataszo

och dużo
aż strach wspominać
białoruska księżniczko

leżysz teraz równo nie martwisz się niczym
zawsze gdzieś pędziłaś w kurewskim tangu
bębenek nakręcał pięć pustych komór
czas strzelił szóstkę na chybił trafił

ostatnią zapałką
zapalę znicz
i pójdę samotny
po równi pochyłej
poganiany księżycem

coś tam wykrzyczę o miłości
rozpalając w mroku światełka
bilardowego rozbicia
bez białej bili

nawet gwiazdy
są takie rozpłakane
poprzez szyjkę butelki
wszystko jest gorzkie
bez ciebie wariatko

sobota, 14 lipca 2012

pierwszy dzień abstynencji

zobacz kochanie
kupiłam dwie pary majteczek
i wystrzałowe buty

o kurwa
pomyślałem
cóż za radość

chce mi się pić
jak tobie ruchać

piątek, 13 lipca 2012

co mnie kurwa tutaj trzyma

"bez jedzenia i bez spania"
najpiękniejsza moja pieśń
może mi wyłączą prąd
w blasku świecy
lady śmierć

w chuju mam historię świata
tak jak losy moje po
pierwsza miłość
inicjacja

na butelce kreskę zrób

najpiękniejszych spodni kanty
wywiązany w biegu krawat
usta ewki z każdym łykiem

coraz bliżej
do pytania

co mnie kurwa tutaj trzyma
i co sprawia że przez wiersze
brnę po uszy przytopiona
może wiem
a może jeszcze
wciąż ciekawość mnie popędza
by zza rogu wyjrzeć w świat
i przez szkło butelki
wersem rzucić
kurwą
za pan brat

trzy godziny szczęścia

w takie dni nie czuję się biedny
czuję się jak nędzarz na skraju

chce mi się pić
i zachlać na śmierć

spakować to co zostało
w jeden wielki mandżur

poprowadzić swój wiersz
w jakieś zajebiste zakończenie

lub położyć się na torach
pierwszego pociągu do nieba
otworzyć okno na ostatni rozdział

lecz siadam za stołem z ludźmi
którzy nie przeczytali żadnego wiersza

dla których jestem oderwaną zawleczką
granatu który zaraz wybuchnie
w antrakcie spektaklu

może kiedyś tego gówna im oszczedzę
skupiając się na podziwianiu ust
które jutro bedą krzyczeć
ukrzyżuj go

do wieczora umyję ręce
ubłocone miłością
po premierze

uszczypnę się w rękę
na widok rudego
w barze

zapoluję na foki
wystrzelę spermą

na wiwat

czwartek, 12 lipca 2012

syn blacharza

założyłem na siebie zgrzebny wór
przewiązałem konopnym powrozem
i wszedłem na przedmieścia miasta
tłumy przywitały mnie entuzjazmem
graniczącym z euforyczną obojętnością

pod pierwszym sklepem wybrałem dwunastu
najbardziej obdartych i wynędzniałych nędzników
pomijając zbędne savoir vivre przeszliśmy do bruderszaftu

do wieczora byli już moi
unurzałem ich ze trzy razy
w pobliskiej rynsztokowej kałuży
nadając każdemu ludzki przydomek
dalszy ciąg potoczył się z górki
zaintonowaliśmy rezerwę
maszerując w wiersze

gdy deklamowałem redutę
płakali jak sierotki
zabrakło naboi
ordon padł
potem

skończyła mi się flota
więc zdjąłem worek
i ruszyłem z kartą
na pustynię

a oni za mną szeptali
czyż to nie jest ten poeta

wtorek, 21 lutego 2012

Powodzenia na szlaku

kiedy nie masz już wiatru
połóż się na falach
w chwilowy dryf

zapatrzony w niebo
zapal fajkę zaciągając się bogiem

wszystko widzi więc wyciągnij flachę
postaw na stole rozlaną w garnuchy modlitwę

ze wspólnej ciszy szeptów
z rozwiązanych bólem języków
dziobem do fali postaw łódź

rozsyp za burtę wszystkie bagaże
odetnij kilometrowy trał

rozwieś uprane myśli
między dzisiaj
a jutro

co wyschło zakładaj
zaprasuj kanty przetrzyj glany

rozłóż siły
między wiatrem
a żaglem

masz wiosła
i gwiazdy

nie pierdol się z życiem
jak matka z łobuzem

każdy ma swój port
każda łódz kapitana

ty też masz
wszystko