piątek, 13 lipca 2012

trzy godziny szczęścia

w takie dni nie czuję się biedny
czuję się jak nędzarz na skraju

chce mi się pić
i zachlać na śmierć

spakować to co zostało
w jeden wielki mandżur

poprowadzić swój wiersz
w jakieś zajebiste zakończenie

lub położyć się na torach
pierwszego pociągu do nieba
otworzyć okno na ostatni rozdział

lecz siadam za stołem z ludźmi
którzy nie przeczytali żadnego wiersza

dla których jestem oderwaną zawleczką
granatu który zaraz wybuchnie
w antrakcie spektaklu

może kiedyś tego gówna im oszczedzę
skupiając się na podziwianiu ust
które jutro bedą krzyczeć
ukrzyżuj go

do wieczora umyję ręce
ubłocone miłością
po premierze

uszczypnę się w rękę
na widok rudego
w barze

zapoluję na foki
wystrzelę spermą

na wiwat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz